Kulinarne Rozmowy Z Gwiazdami | Porady Max Kuchnie
Kulinarne Rozmowy Z Gwiazdami | Porady Max Kuchnie
KUP TANIEJ W ZESTAWIE
KUP TANIEJ W ZESTAWIE

Kulinarne rozmowy gwiazd


Gotowanie to wielka frajda!

Lubię gotować. Ale jeść, po prostu, uwielbiam! – wyznaje Dorota Gardias. I chociaż w tę drugą deklarację trudno jest uwierzyć, patrząc na jej superzgrabną i szczupłą sylwetkę, dziennikarka stacji TVN zapewnia, że nie liczy kalorii i zaprasza nas do swojej kuchni...

EB: Zamierzam poszaleć kulinarnie! – wyznałaś mi, idąc na urlop macierzyński. Poszalałaś?
DG: I to jak! Przez to, że częściej byłam w domu i miałam więcej czasu dla siebie, mogłam postać przy garnkach, poeksperymentować, przeglądać fajne książki kulinarne. Mało tego - zaczęłam wchodzić na kulinarne blogi! Czytałam z wielkim zainteresowaniem, jak zrobić owsiankę, jak zupę tajską na mleku kokosowym, a jak chińską potrawkę. Bo dzięki Hani i Piotrowi, czyli jej tacie, moje życie stało się bogatsze i to pod każdym względem. Kulinarnym też! Na przykład dzisiaj rano, zanim wyszłam do pracy, zdążyłam nastawić kalafiorówkę i obiad mam gotowy!
 

EB: Czyli zawsze można znaleźć czas, jeśli bardzo się chce? Taki „kwadrans dla zdrowia"...
DG: Tak i to jest - między innymi - ta dobra strona macierzyństwa. (śmiech) Bo kiedy jeszcze nie miałam córeczki, moje życie wyglądało inaczej. Wciąż gdzieś biegałam, jadłam „byle gdzie". Kiedy miałam wolny dzień, spałam do oporu. A teraz? Wstaję o szóstej. Dzień się wydłużył! I to jak! Ile ja rzeczy nagle mogę zrobić!!! (śmiech) Mam też lepszą organizację pracy. Czasem myślę: „Boże święty, jak to możliwe, że mając małe dziecko, ogarniam tyle rzeczy dookoła? Skąd mam na to czas i siły?!". Bo ja naprawdę radzę sobie ze wszystkim. I mam taki power...
 

EB: Rozumiem, że w swoim stylu odżywiania wprowadziłaś dużo zmian. Jakich konkretnie?
DG: Przede wszystkim, zaczęłam używać innych niż dotychczas przypraw i innych składników, a co za tym idzie - zaczęłam inaczej jeść. Przy okazji „Projektu Mama", który robię dla „Dzień Dobry TVN" spotkałam się kiedyś z panią, która jest mamą-weganką i ona dała mi mnóstwo fajnych przepisów na fantastyczne dania z kaszą jaglaną i amarantusem. Na początku musiała mi wytłumaczyć, co to w ogóle jest ten „amarantus", bo nie miałam pojęcia, że coś takiego w ogóle istnieje. (śmiech) Nauczyła mnie także robić przepyszne carpaccio z buraczka z sosem musztardowym, rukolą i sezamem. Jak to smakuje! Aż się teraz dziwię: dlaczego nie robiłam tego wcześniej?! Nie powiem, że kiedyś przygotowywałam tylko schabowego z ziemniakami, ale... byłam trochę ograniczona kulinarnie. Poza tym, bałam się eksperymentować. A teraz się nie boję: czytam przepisy w rożnych pismach, zaglądam do książek, buszuję w Internecie, po prostu kombinuję ze smakiem. Nie jestem mistrzynią w gotowaniu, ale zaczynam bawić się w kuchni. I nie tylko w niej! Zaczynam się też świetnie bawić modą, designem, życiem w ogóle.


EB: Moim zdaniem, zawsze byłaś kreatywna! Także w kuchni. Twoje popisowe dania nie są szablonowe. Wiem, że furorę wśród Twoich przyjaciół robi dwukolorowa zupa-krem...
DG: ...Pomarańczowa-zielona. Tak, każdy kto jej próbował, był zachwycony. Bo smakuje super, a jeszcze lepiej wygląda! Podawałam ci na nią przepis? Jest bardzo prosty. Najpierw robię zupę pomidorową toskańską, czyli biorę puszkę pomidorów (Chyba że już są świeże, dojrzałe. Pod koniec lata są najlepsze!), wrzucam jej zawartość do garnka, dodaję kostkę rosołową, bazylię, oregano, czosnek - dużo czosnku! - i gotuję. W tym czasie szykuję krem z zielonego groszku. Może być na bulionie albo na rosołku w kostce - jak kto woli. Ważne, by groszku było dużo, i żeby dobrze go doprawić, bo sam w sobie jest mdły. Na koniec miksuję obie zupy, oddzielnie, oczywiście – i rozlewam delikatnie do miseczek: z jednej strony tę pomarańczową, a z drugiej zieloną. Obie zupy mają tak gęstą konsystencję, że na pewno się nie połączą. Każda zachowa swój wyrazisty kolor i smak. Można też podać ten krem inaczej: wlać tylko pomidorową, a na niej „namalować" fantazyjny wzór zielonym kremem z groszku. Do tego kleks śmietany i liść bazylii - i super-danie jest gotowe. Gdy przychodzą goście, nie mogą oderwać od niego oczu.
 

EB: Wcale się nie dziwię: zupa musi wyglądać obłędnie. Przy tym jest zdrowa i dietetyczna...
DG: Bardzo. Ma tylko parę kalorii, a tyle w niej wartości odżywczych! Ostatnio dowiedziałam się, że na kolację powinniśmy jeść takie właśnie warzywne przeciery. Bo one łatwo się trawią, nie obciążają żołądka – i dzięki temu lepiej śpimy. Poza tym, nawilżają ciało. I budują odporność.
 

EB: Widzę, że poczyniłaś naprawdę duże postępy w edukacji kulinarnej!
DG: Ogromne. (śmiech) Kolejne moje odkrycie - śniadanie musi być zawsze ciepłe. Staram się tej zasady przestrzegać. Najczęściej gotuję owsiankę albo coś z amarantusa czy kaszy jaglanej. I faktycznie, lepiej się czuję na takiej diecie, mam dużo więcej energii. Dlatego rzadziej dzisiaj sięgam po kanapki. A kiedyś nie wyobrażałam sobie lepszego śniadania niż kanapki i herbata.
 

EB: Jakie smaki w ogóle lubisz? Eksplorujesz kuchnie świata? A może masz jakąś ulubioną?
DG: Na co dzień w naszym domu dominuje polska kuchnia. Uwielbiamy też włoską. Jest nie tylko smaczna, ale i prosta. Kto wie, czy nie najprostsza na świecie? Dla mnie idealna! Specjalizuję się bowiem w tych potrawach, które są nieskomplikowane i robi się je w „pięć minut". To są na przykład różnego rodzaju pasty. Moja ulubiona? Z łososiem i cukinią. Pycha! Od czasu do czasu mamy jednak ochotę na jakąś odmianę w kuchni. I wtedy szukam czegoś nowego. Albo robię moje sprawdzone już potrawy: ratatouille, curry czy zupę tajską na mleku kokosowym z kurczakiem albo krewetkami. Próbujemy więc kuchni z różnych części świata, nie zamykamy się na jedną. Wiadomo, czasem coś mi wyjdzie lepiej, czasem gorzej - ale generalnie jest OK.
 

EB: Lato w pełni, ciągnie więc nas do natury... Zdarza Ci się wyskoczyć na rodzinny piknik?
DG: Nie, w tej chwili nie piknikujemy. Ale będziemy, na pewno! Uważam, że to jest bardzo fajny pomysł na spędzenie wolnego czasu. Ja zawsze wybieram odpoczynek na świeżym powietrzu, więc niedługo wyciągnę rodzinę na piknik. Jestem już w pełni przygotowana - mam specjalny kocyk piknikowy i torebki „Multi Use Bag". One świetnie się sprawdzają, gdy idę z Hanią na spacer, bo pakuję w nie smoczki, butelki, chrupki, pampersy itd. - czyli to wszystko, co musi mieć przy sobie młoda mama. Będą także idealne na piknik, bo można w nie zapakować małe kanapeczki, butelkę z kompotem, trochę świeżych owoców – całych lub pokrojonych na małe cząstki, wrzuconych do pudełka i... chyba już nic więcej do szczęście nie trzeba. Poza dobrym towarzystwem, oczywiście. Bo to przecież ono jest zawsze najważniejsze na każdym pikniku.

EB: Też tak uważam! Zatem udanej i smacznej zabawy pod chmurką! Dziękuję za rozmowę.

Ewa Anna Baryłkiewicz

Komentarze


Brak dodanych komentarzy, bądź pierwszy i dodaj komentarz.

Zobacz również


Wszystkiego po trochu, poproszę


Szczupła, filigranowa - kto by uwierzył, że potrafi zjeść więcej niż niejeden...

Miłość to najlepsza przyprawa


Jest odważna, ambitna, pełna werwy i zapału – nie tylko na planszy szermierczej!...

Im prościej, tym smaczniej!


Taniec jest jej największą pasją, miłością, namiętnością. Całym jej życiem! Na...