Zarejestruj się lub przypomnij sobie hasło
Rejestracja Przypomnij hasło

Znajdź studio w Twoim mieście lub skorzystaj z listy studiów

Wybierz jeden z punktów

BĄDŹ NA BIEŻĄCO
INFOLINIA

9:00 - 17:00

Pn - Pt

Strona główna / Porady / Wywiady / Z wizytą u szefa kuchni / Wywiad z Tomaszem Jakubiakiem

Z wizytą u szefa kuchni

Wywiad z Tomaszem Jakubiakiem

Ulubione3

Jako gospodarz programu „Jakubiak w sezonie" promuje rodzime produkty i odwiedza rolników i hodowców. Jako mistrz kuchni i restaurator, zachęca do smakowania kuchni lokalnej, ale i odkrywania potraw z całego świata. Nam zdradza, bez jakich składników i sprzętów nie wyobraża sobie kucharzenia.

EB: Tomku, mistrza kuchni ciężko jest zaskoczyć, ale zapytam: gdy nieoczekiwanie wpadają do Ciebie przyjaciele – oczywiście wygłodzeni – co im serwujesz? Tak „w pięć minut"...
TJ: Zaskoczyć można każdego, bo jak to się mówi: „Z pustego nawet Salomon nie naleje". Gdy lodówka jest pusta, to nawet najlepszy kucharz nie będzie w stanie nic zrobić. Dlatego staram się nie doprowadzać do takich sytuacji. Trzymam w domu takie rzeczy, z których zawsze coś wykombinuję, czyli produkty suche: makarony, kasze, ryże itd. – ale także puszki: cieciorkę, groszek, suszone pomidory itd. Oczywiście, w takich sytuacjach najprościej jest przygotować jakiś makaron. Wystarczy dodać do niego czosnek, zieloną pietruszkę - i już goście najedzeni.
 

EB: Proste jedzenie jest najlepsze! Zauważyłeś, że goście zawsze najbardziej je zachwalają?
TJ: Najwięcej chyba zależy... od stanu upojenia alkoholowego gości podczas tej kolacji. (śmiech) Bo kiedy człowiek jest bardzo głodny, a w kuchni znajdzie tylko chleb i pasztet, nie zadowoli się wcale taką kanapką, choć na bank powie, że pyszna. Natomiast faktycznie proste i szybkie jedzenie ma wielki urok. Kiedy więc moi znajomi chcą coś małego przekąsić, mam większą frajdę z tego, że mogę im szybko zrobić „coś z niczego". A im to o wiele lepiej smakuje! Ale to bardziej zabawa niż gotowanie.
 

EB: A jak to wygląda od drugiej strony? Znajomi zapraszają Cię czasem na dobre jedzenie? Czy boją się, że gdy coś im się nie uda, a zje to „ten Jakubiak", oni się skompromitują?
TJ: Nie zapraszają mnie wcale! A przynajmniej bardzo, bardzo rzadko. I jeśli już - to koledzy na wódkę. Od razu zastrzegają, że nie będą gotowali! Gdy przychodzę, na stole ląduje kiełbasa, ogórki, chipsy i ewentualnie zamówione jedzenie oraz trunki – i to jest cały posiłek. (śmiech) Czasem żony albo dziewczyny kolegów coś przygotują, ale to się zdarza naprawdę bardzo, bardzo rzadko. Nie ma się co oszukiwać: boją się mnie. Kompletnie nie rozumiem dlaczego. Nie jestem przecież wymagający. Oczywiście, jeśli z potrawą jest coś nie tak, wyrażam to głośno. Mówię, jak można byłoby zrobić ją lepiej czy inaczej. Ale z reguły wszystko mi smakuje! Najbardziej lubię domową polską kuchnię, bo na niej jestem wychowany. I naprawdę chętnie dałbym się zaprosić na schabowego z kapustą (którego sam staram się w każdą niedzielę przyrządzać, bo go po prostu uwielbiam), ale jakoś żaden kumpel nie chce mnie na niego zaprosić. Nie rozumiem, dlaczego ludzie się mnie boją! Jednakże wiem - po rozmowach z kolegami po fachu - że to normalka, bo inni kucharze też mają ten problem.
 

EB: Zrozumiałe! Też miałabym „cykora", zapraszając Cię na własnoręcznie zrobiony obiad!
TJ: (śmiech) No właśnie – chyba musiałbym stanąć po tej drugiej stronie, żeby ogarnąć ten stres...
 

EB: Teraz jest modne wspólne gotowanie. Może to jest dobre rozwiązanie w takiej sytuacji?
TJ: Zdecydowanie tak! I taka opcja zdarza nam się często. Znajomi dzwonią z pytaniem, co mają kupić i przynieść albo proszą, abym ja zrobił konkretne zakupy, a oni przyjadą i będą ze mną gotować. Wszyscy mamy przy tym sporo zabawy. Poza tym, oni czują się wtedy bezpieczniej, bo dzielimy się zadaniami, a jak coś nam nie wyjdzie, to przecież Jakubiak był – stał i patrzył. To kto poniósłby porażkę, jakby zdarzyła się wielka „wtopa"? Jakubiak, oczywiście! (śmiech)

EB: O tej porze roku - wszerz i wzdłuż kraju - króluje grill. Lubisz pichcenie pod chmurką?
TJ: Tak, jak najbardziej. Zimą nie zawsze mamy ochotę na spotkania ze znajomymi, bo mroźno i nie chce się wyjść z domu - dlatego latem nadrabiamy czas. Praktycznie przez cały letni czas organizujemy u kogoś w ogródku imprezy przy grillu. O, właśnie - w tym wypadku też zdarza się, że znajomi podnoszą rękawicę! Przygotowują marynaty i sałatki. Kombinują ze smakiem.
 

EB: A co wtedy robicie? Tak bardziej konkretnie.
TJ: O, żeby to dało się tak prosto określić! (śmiech) Na pewno dobrze się bawimy. A co podczas tej zabawy pałaszujemy? Różne, bardzo różne smakołyki. U mnie nie ma możliwości, aby nie było steków. Jakiś antrykocik też musi się pojawić, bo to jest coś, co wszyscy uwielbiamy i kochamy! Tradycyjnie musi też być kiełbasa, kaszanka, karkówka – bez nich nie ma udanego grillowania. A z innych rzeczy? Bardzo dużo warzyw: cukinie, bakłażany, pomidory, kapusta, kukurydza i ziemniaki. Kto nie grillował nigdy warzyw, niech koniecznie spróbuje! Smakują obłędnie! Trzeba je tylko wcześniej zamarynować. Dobra oliwa, czosnek, świeże zioła, sok z cytryny – i aromatyczna marynata gotowa. Warto też zadbać o dodatki. Akurat wszyscy moi znajomi bardzo lubią różne sosy, sosiki, więc staramy się, by było ich zawsze pod dostatkiem.
 

EB: Mam wrażenie, że one są najtrudniejszym wyzwaniem: te sosy, dipy, maczanki...
TJ: Zgadzam się w stu procentach. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że wszyscy moi znajomi kochają dobrze zjeść i celebrują jedzenie, w związku z tym nikogo nie zadowalają proste sosy czosnkowe albo tzatzki z ogórków i czosnku. Bardzo ochoczo kombinujemy ze smakiem: a to sos teriyaki, a to barbeque, a to salsa z pomidorów. Wspaniały jest też sos z mango i ananasa.
 

EB: W kuchni masz większe pole do popisu, ze względu na wyposażenie. Co jest niezbędne?
TJ: Nie da się pracować bez noża - to mówi każdy kucharz, a każdy kto gotuje to potwierdza. To jest przedłużenie ręki kucharza. A cała reszta? Jedna patelnia i garnek - i już można poszaleć.
 

EB: A jaką kuchenkę byś polecił? Pytam, bo zauważyłam, że kucharze zachwalają gazowe.
TJ: W domu mam ceramiczną, w pracy gazową, a podczas eventów i warsztatów używam tylko i wyłącznie indukcyjnej, ponieważ jest najszybsza i najprostsza. We własnej kuchni nigdy nie miałem indukcji, więc ciężko mi powiedzieć, czy faktycznie oszczędza czas i pieniądze. Nie uważam jednak, że jej posiadanie jest powodem do wstydu dla profesjonalnego kucharza. Bo tak samo się na niej gotuje jak na innych. I przynajmniej się człowiek nie poparzy! Indukcja jest do kitu, bo trzeba kupować do niej drogie garnki? Totalna bzdura! Najtańsze garnki z Ikei na niej działają! Te stalowe, których używały nasze babcie i mamy tak samo – nawet lepiej od tych nowych! Wybór kuchni to wyłącznie kwestia własnych upodobań. Albo panującej mody.
 

EB: Nie wszyscy wiedzą, że masz już sieć restauracji. Na co można wpaść do „S'poco Loco"?
TJ: Na zdrowego fast-fooda, jak: burrito, quesadilla, burgery, taco. Wszystko oparte jest na plackach pszennych, które sami produkujemy z organicznej mąki. Mielimy też mięso, pieczemy bułki do hamburgerów, komponujemy miksy przypraw i sosów (mamy aż 7 poziomów ostrości!) - robimy więc wszystko, od A do Zet. Warto do nas wpaść. Zapraszam!
 

EB: W imieniu naszych czytelników - i swoim - dziękuję. Również za inspirującą rozmowę.
Ewa Anna Baryłkiewicz


ZOBACZ PRZEPIS KULINARNY TOMKA 

ZOBACZ PRZEPIS KULINARNY TOMKA

Zobacz również

Wywiad z Tomaszem Leśniakiem

Wywiad z Tomaszem Leśniakiem

EB: Z miłości do kuchni porzucił Pan dobrze zapowiadająca się karierę muzyczną. Bez żalu?...

Wywiad z Jakubem Kuroniem

Wywiad z Jakubem Kuroniem

EB: Niedawno ukazała się Pana pierwsza książka: „Kuroniowie przy stole". Nie jest ona jednak...
Komentarze
Brak dodanych komentarzy, bądź pierwszy i dodaj komentarz.
Twój komentarz
Ocena